Recent Forum Posts
From categories:
page 1123...next »

O ile się orientuje, ludzie z gogle wykorzystali sieci neuronowe do translatora. Jakiś komentarz od kogoś kto się też tym zajmuje (sieciami neuronowymi)?

google translate nowy program by tom (guest), 31 Mar 2017 07:52

Pierwszy komentarz, yay!:)

by natalia_bielczyknatalia_bielczyk, 06 Oct 2015 11:05
pulkownik (guest) 06 Oct 2015 09:08
in discussion Hidden / Per page discussions » Neuroscience, drugs & rock'n'roll

fajne

by pulkownik (guest), 06 Oct 2015 09:08

Finally realized that enabling comments on wikidot is that easy, so there it is! Hope for some nice discussion in a result.

Tokamak (guest) 27 Feb 2011 13:24
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

Piszesz o zdrowym rozsądku - niewątpliwie jednej z najwększych nadziei ludzi świadomych i poszukujących. Jednak efektywne wykorzystanie zdrowego rozsądku, intuicji etc. wymaga wolności wyboru. Przestrzeni na decyzję, by pozostać sobą. Oto dokument, który pokazuje, jak drwi się z wolności, a także jak nieświadomie otwieramy drzwi do prywatności otaczając się gadżetami, o których pisałaś. Co ciekawe, logo wskazuje iż wyemitowano go w TVP:

http://www.youtube.com/watch?v=tGwMmnPKu6Y

Warto obejrzeć wszystkie części, żeby zobaczyć finał.

by Tokamak (guest), 27 Feb 2011 13:24

Dzięki za kolejny bardzo ciekawy link.
No cóż, ciężko wypracować uniwersalny algorytm, jak się nie dać propagandzie, skoro, jak powiedziałeś, już informacja pozyskiwana z otoczenia jest zafałszowana przez bardzo różne czynniki. Na pewno warto się nauczyć, by zakładać sobie punkty kontrolne, w których pytasz się siebie, kto ma interes w tym, byś wypracował sobie poglądy takie jakie nabyłeś ostatnio, oraz zawsze sprawdzać, czy krzewiciele idei, które wyznajesz, żyją zgodnie z nimi.
Poza tym wciąż powtarzam, że wierzę w zdrowy rozsądek. Jak mawiają buddyści, pragnienie rodzi cierpienie, i dlatego trzeba się też nauczyć ignorować sztuczne potrzeby generowane przez różne strefy wpływów - rząd światowy, przedsiębiorców, hochszaplerów różnej maści. W zasadzie dzisiaj człowiekowi są potrzebne głównie podstawowe warunki bytowe, dach nad głową, kanalizacja i dobra żywność, komunikacja (może być publiczna), rodzina i jakieś środowisko - pracownicze lub chociaż grono znajomych. I dobra prasa od czasu do czasu. A mimo to wtrynia się pomiędzy tymi potrzebami jeszcze mnóstwo gadżetów. Wakacje w Egipcie, iphony, modę, coraz to wymyślniejsze usługi jak masaż tajski i inne głupoty. Nie wolno dawać się zwariować. Recz jasna, nie należy żyć tak, żeby mieć poczucie nudy, ale z drugiej strony należy oddzielać potrzebę od ciekawostki, numeru na raz. Podejrzewam, że w umyśle współczesnego człowieka ta granica coraz bardziej się zaciera, że obowiązuje jakiś przymus fajności, który polega na byciu jak bohaterowie filmów, którzy nigdy nie jedzą i nie robią kupek, za to żyją w uzależnieniu od niebywałej liczby gadżetów. Tak też ostatnimi czasy w towarzystwie nie wypada mówić o nowo odkrytym przepisie kulinarnym, o nowych przepisach na temat edukacji dzieci albo o łataniu dachu, za to w dobrym tonie i na topie są opowieści o podróży do Australii, o nowej plazmie, o nowo odkrytej meksykańskiej restauracji, o wypadzie na paintballa i zakładach, kto skoczy na bungee, a kto nie.

Tokamak (guest) 24 Feb 2011 19:29
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

A jak już jesteśmy przy temacie przewodnim i filmach, oto link:

http://topdocumentaryfilms.com/defamation/

do dokumentu, który trafnie obrazuje, jak można tworzyć iluzoryczną rzeczywistość dla zysku i wpajać ją ludziom na masową skalę, jednocześnie występując w wyreżyserowanej roli orędownika tolerancji. Można w nim także zobaczyć, jak ci, którzy zwą się przedstwaicielami danej grupy, w rzeczywistości reprezentują postawy odległe od mentalności tych, których rzekomo reprezentują. Otwarte umysły młodych ludzi bez cenzury chłoną podsuwane im przez autorytety modele świata, a razem z nimi - systemy wartościowania i stereotypy. Ale czy można postulować, by było inaczej, skoro często dostają zafałszowane dane wyjściowe, na podstawie których - nawet myśląc wielotorowo i analitycznie - nie sposób wyciągnąć realnych wniosków?

by Tokamak (guest), 24 Feb 2011 19:29
Tokamak (guest) 23 Feb 2011 00:58
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

Empatia moowisz… Gdyby to było takie proste, załatwiłbym sprawę poza forum. Ale tu nie chodzi o decentrację interpersonalną. Zakładam, że nie patrzę na świat z perspektywy osoby, którą mam "zaakceptować". Co więcej, nie próbuję nawet zrozumieć jej postaw, i bez ceregieli, bezmyślnie, bezrefleksyjnie i egocentrycznie je odrzucam. A mimo to akceptuję tę osobę jako człowieka, który ma prawo działać według własnych zasad. Nie popieram tych zasad, ani też emocji osoby, pozostaję przy własnej perspektywie. To nie przeszkadza zaakceptować tego kogoś w sensie przyjęcia faktu, że ten ktoś jest. Akceptuję osobę, nie aprobuję jej poglądów. Z własnej perspektywy. To nie empatia. Zakładam, że będzie to jednak akceptacja, pozbawiona niefortunnego narzutu zawiłych ścieżek terminologii - czyli bliska swojemu rdzennemu znaczeniu: akceptacja=przyjmowanie.

Piszesz: "na kanapie przed telewizorem, zadowolony z siebie" - między innymi dlatego nie mam telewizora. Pozbycie się go okazało się jedną z istotniejszych zmian jakich zaznałem. Wyłączałem go z sieci, zalepiałem ekran taśmą klejącą - to wszystko półśrodki, zbyt łatwo ulec pokusie i je obejść. Dopiero wyniesienie urządzenia poza dom przynosi prawdziwą przemianę - polecam tym, co oglądają. :-)

A z filmów polecam tytuł Syriana. Niedawno leciał na tefauenie, pięć lat temu był w kinach, więc na DVD powinien dać się wypożyczyć. Zaskakujący obraz, idealna ilustracja tego wątku - i w ten sposób po małym przerywniku wracamy do tematu dyżurnego.

by Tokamak (guest), 23 Feb 2011 00:58

Oj tak, ten wątek ma diabelsko szeroki zakres.
"Załóżmy, że istnieje jakaś osoba, która ma odmienne poglądy od moich…
… Innymi słowy: czy akceptacja faktu, że ktoś jest sobą i ma dany pogląd, bez aprobowania samego poglądu, jest akceptacją osoby?"
Wydaje mi się, że w relacjach międzyludzkich osobno ocenia się i akceptuje bądź nie czyjś charakter, a osobno poglądy. Zresztą, okazuje się, że współegzystencja z ludźmi, którzy bądź to reprezentują nieakceptowalny dla nas pogląd, bądź posiadają paskudne cechy charakteru, które za wszelką cenę chcielibyśmy zmienić, to zjawisko całkiem powszechne. Mało kto bowiem jest na tyle cierpliwy, żeby poszukiwać tylko tych idealnych ludzi na partnerów i przyjaciół, większość idzie z życiem na kompromis i decyduje się na bycie z kimś drugim pomimo wad, które widzi. Badania mówią, że o wiele częściej rozstają się ci, którzy posiadają nieakceptowalny dla siebie nawzajem charakter, niż ci, którzy po prostu wygłaszają sprzeczne opinie, zatem w realnym życiu te dwie postawy tolerancji nie są równie łatwe do przyjęcia.
"Zaakceptuj swoje wady i niedoskonałości" - tak, psycholodzy często to powtarzają, ale jednocześnie podkreślają, że warto marzyć, że należy nieustannie widzieć jakiś cel przed sobą, mieć ochotę wprowadzać w sobie poprawki, dostrzegać braki, by móc je potem zlikwidować. Nikt Cię nie będzie przekonywał do tego, żebyś zaległ na resztę życia na kanapie przed telewizorem, zadowolony z siebie i afirmujący swoją zmęczoną, przepitą buzię każdego ranka przy goleniu. Dlatego takie slogany trzeba traktować z przymrużeniem oka, bo nie są one dosłowne.
"Wracam więc do punku wyjścia: jeśli potrafię zaakceptować kogoś jako człowieka, to czy oznacza to konieczność aprobaty jego działania i myślenia?" - nie, nie oznacza.
"To jest akceptacja kogoś jako człowieka, ze wszystkimi jego kontrastami stojącymi w opozycji do nas samych, ale bez zgadzania się z nimi, za to przy pełnym wsparciu dla jednostki w jej procesie stawania się i ewolucji w kierunku, który jej - a niekoniecznie nam - sprzyja. Jeśłi istnieje termin, który to nazywa, to ja chcę go poznać." - jest taki termin: empatia.

A propos tolerancji i akceptacji, polecam filmy dokumentalne powszechnie dostępne na Onet VOD. Trzeba naprawdę się spiąć, żeby przetrzymać co po niektóre, nie zaczynając kląć na głupotę/perwersję/egoizm bohaterów. Polecam na przykład "Moja własna niewolnica" albo "Wykastrowani" - oglądałam wczoraj i o mało nie spadłam z krzesła.

Tokamak (guest) 18 Feb 2011 19:12
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

Żeby trochę zmniejszyć ciężar dyskusji, w ramach przerywnika wrzucę nieco inny temat, który jednak mieści się w dość szerokim zakresie tego wątku.

Otóż przerzuciłem właśnie kilka stron w poszukiwaniu trzeciego pojęcia, które uzupełniłoby ideę tolerancji, akceptacji i - tego właśnie mi brakuje. O ile bowiem pojęcie akceptacji w odniesieniu do nurtów czy zjawisk daje się ogarnąć, o tyle w odniesieniu do człowieka sprawa robi się bardziej zawiła. Postaram się w skrócie wyjaśnić, o co mi chodzi.

Załóżmy, że istnieje jakaś osoba, któa ma odmienne poglądy od moich i postępuje wbrew moim zasadom. Jestem w stanie zaakceptować ją jako człowieka. Akceptuję również fakt, że ma takie a nie inne poglądy, choć się z nimi nie zgadzam. Akceptuję też to, że postępuje w zgodzie ze sobą i dąży do rozwijania swojego potencjału, chociaż to, co robi, uważam za kompletnie nietrafione, albo nawet złe w kontekście wpływu na innych ludzi. Moje pytanie jest następujące: jak nazwać postawę, która akceptuje kogoś jako człowieka ze wszystkimi jego wadami i zaletami, poglądami i działaniami, ale nie zgadza się z systemem wartości i postępowaniem tej osoby? Innymi słowy: czy akceptacja faktu, że ktoś jest sobą i ma dany pogląd, bez aprobowania samego poglądu, jest akceptacją osoby?
A teraz mały kontekst podpowiadający, skąd tego rodzaju poszukiwania się wzięły. Otóż wielu terapeutów przy wsparciu mniej lub bardziej ogarniających psychologię portali lansuje akceptację jako złoty środek do szczęścia. "Zaakceptuj siebie" - grzmią zgodnie przy każdej nadarzającej się okazji. "Zaakceptuj swoje wady i niedoskonałości" - wtórują inni. Skoro więc mamy zaakceptować siebie, wady i niedoskonałości, i nadal mieć świadomość, że to wady, to idąc ścieżką elementarnej logiki nie możemy tych wad zaakceptować w definicyjnym sensie akceptacji, który zawiara w sobie termin aprobaty. Czyli - idąc tym tropem - akceptacja uwzględniająca aprobatę, staje się aktem poparcia.
Wracam więc do punku wyjścia: jeśli potrafię zaakceptować kogoś jako człowieka, to czy oznacza to konieczność aprobaty jego działania i myślenia?
A jeżeli jednak postanowiłbym ominąć te definicyjne wymagania i zakceptować kogoś jako jednostkę mającą prawo do swoich poglądów i poczynań, jednocześnie wcale tych poczynań nie popierając - to jak to się powinno nazywać? I czy orędownicy terapeutycznej akceptacji zdają sobie sprawę z tego, że owo pojęcie - jeśli założymy, że oznacza wspieranie jednostki w rozwoju jej potencjału, a więc według jej zasad, nie musi automatycznie być tożsame z aprobatą dla tych właśnie zasad? A może jednak musi?
Mówi się, że akceptacja - ta aprobująca - jest najwyższą formą w drabinie postaw, których jeden z finalnych szczebli stanowi tolerancja. Moim zdaniem większą sztuką niż zrewidowanie własnych poglądów i zasad tak, aby zaaprobować kogoś dlatego, że myśli tak jak my, a raczej my zaczęliśmy myśleć tak, jak on, jest uznanie czyjejś odmienności i wspieranie go w niej, mimo że sami pozostajemy na przeciwległym biegunie gry. Tylko że to nie zawierałoby aprobaty, więc wymyka się definicji akceptacji. Czym więc jest?
Opierając się na genezie terminu akceptacji i posiłkując tłumaczeniem z łaciny, oznacza on przyjmowanie. Można coś przyjąć, nie zgadzając się z tym. Na jednym z portali czytam: "pozwala nam obdarzyć zrozumieniem osobę akceptowaną". Przecież można zrozumieć, że ktoś przez pryzmat swojego systemu wartości robi coś, bo uważa to za słuszne, choć dla nas czynienie tego samego byłoby niedorzeczne. To jest przyjmowanie bez aprobaty. To jest akceptacja kogoś jako człowieka, ze wszystkimi jego kontrastami stojącymi w opozycji do nas samych, ale bez zgadzania się z nimi, za to przy pełnym wsparciu dla jednostki w jej procesie stawania się i ewolucji w kierunku, który jej - a niekoniecznie nam - sprzyja. Jeśłi istnieje termin, który to nazywa, to ja chcę go poznać.

by Tokamak (guest), 18 Feb 2011 19:12

Bardzo ciekawe. Facet w sumie mówi o radzieckiej dywersji, w Stanach i innych krajach, ale jak o tym słucham, dochodzę do wniosku, że w Polsce działa amerykańska agentura. Kościół słabnie, pojawiają się zapożyczone z Zachodu grupy interesów, jak wojujące mniejszości seksualne, oraz relatywizm moralny, coraz powszechniejszy dzięki, nomen omen, amerykańskim filmom. Jednocześnie młodzież chowa sie w przekonaniu, że to, co amerykańskie, jest cool. Przypuszczam, że już teraz, gdyby przeprowadzić referendum w grupie 12-18 lat, większość zagłosowałaby za tym, żeby Polska stała się prowincją USA.
Kiedy oglądam ten film, dwie rzeczy mnie uderzają. Po pierwsze to, że ze swojej perspektywy osoby niewierzącej i atradycyjnej niewiele mogę zrobić - pielęgnowanie czegoś, czego nie mam we krwi, byłoby po prostu sztuczne. Po drugie - że w gruncie rzeczy ten problem przeraża mnie dużo mniej niż bank światowy i chipy RFID: w sumie nie ma dla mnie znaczenia, pod jaką flagą żyję, ważne że jestem wolnym człowiekiem i że otaczają mnie ludzie myślący podobnie. Tym niemniej, sama idea przewrotu ideologicznego mrozi krew w żyłach. I fakt, że zawsze znajdą się jacyś głupi przywódcy, którzy naiwnie wierzą, że gdy przyjdzie nowa władza, nie zostaną natychmiast zgładzeni.

by natalia_bielczyknatalia_bielczyk, 15 Feb 2011 22:12
Tokamak (guest) 13 Feb 2011 20:41
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

W ramach przerywnika proponuję ciekawy wykład, który pomoże zrozumieć to, co dzieje się obecnie. Prawdy wyłożone przez tego czlowieka są o tyle ciekawe, że schematy, o których mówi, można odnaleźć w wielu dziedzinach: od reklamy, poprzez edukację i politykę, po agencje informacyjne. Oto link:

http://www.youtube.com/watch?v=vkFbnbboJyo

PS. Wygląda na to, że wyczerpaliśmy liczbę znaków jednego wątku - na jego końcu nie ma już opcji Reply. Użyłem jakiegoś przycisku obok, więc na dobrą sprawę powyższy tekst może pojawić się wszędzie.

by Tokamak (guest), 13 Feb 2011 20:41

To wszystko brzmi mądrze, tylko jaka jest na to odpowiedź?:) Społeczeństwo istotnie się miesza, zdaniem futurologów za tysiąc lat wszyscy będziemy szczupli i oliwkowi, i pewnie, przy okazji, zniewoleni. Ma to swoje dobre strony, brak podziałów rasowych i kulturowych, ale istotnie, łatwiej taką masą sterować. I owszem, coraz większy procent ludności stanowi ludność miast, a w miastach ludzie są bardziej anonimowi dla siebie nawzajem.
Prawdziwa katastrofa nas czeka zatem:) Chyba się nawet cieszę, że nie dożyję tych czasów powszechnego niewolnictwa…
Nic mądrzejszego mi w tej chwili nie przychodzi do głowy. Ale tak chyba jest zawsze gdy jakaś wizja Cię przytłoczy i wydaje się być nieunikniona. FED i reszta towarzystwa to zresztą najlepszy dowód na moc ludzkiej chciwości i na to, że nie da się jej zatrzymać.

by natalia_bielczyknatalia_bielczyk, 13 Feb 2011 01:44
Tokamak (guest) 10 Feb 2011 13:34
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

"Myślę, że coś, na co można liczyć w tej sytuacji, być może zresztą jedyna szansa dla przeciętnego obywatela, to różnice kulturowe i historyczne, zadry i sprzeczne interesy między regionami świata (…)." - szansa byłaby rzeczywiście, ale czy można na nią liczyć, to już inna sprawa.
Tak, jak narzucone monopole nie są zdrowe dla rynku, tak wymuszone, sztuczne ujednolicenie kulturowe nie jest dobrym pomysłem dla świata. Dlatego to właśnie ono stanowi jeden z głównych punktów w agendzie globalnej władzy. Docelowo ludzie mają zostać wymieszani w jednej, wielonarodowej pulpie, w wielkim ogólnoświatowym kraju bez granic. Miniaturę tego można już obserwować w wielkich metropoliach, gdzie nie tylko imigranci z innych krajów, lecz także przyjezdni z innych regionów kraju różnią się między sobą na tyle, że ich relacje stają się trudne. A czyż nie jest marzeniem władzy, żeby rządzona masa wytracała energię wyłącznie na waśnie w ramach samej siebie, nie mając czasu na poświęcanie uwagi relacji z włodarzami? Powstaje wtedy chaos o ogromnej sile, ale zamkniętej w masie, która daje się łatwo kontrolować, bo nie stawia oporu, zajęta "swoimi" sprawami.
Aby wymieszać ludzi o różnych wzorcach kulturowych, wdrażane są liczne programy "otwarcia rynku", "tolerancji", "asymilacji" i podobne, przy czym realizowane przy generalnym wypaczeniu pojęć. Ludziom wmawia się, że brak poparcia jest nietolerancją. W imię tak rozumianej "tolerancji" odbiera im się prawo do preferencji i wyboru, czy kogoś lubią, czy nie, bo jak jawnie nie będą lubili nieodpowiedniej grupy, zostają natychmiast napiętnowani.
Dziś gospodarz lub grupa musi naginać swój system wartości i preferencje do jednostek, których zachowanie koliduje z lokalnymi normami, jakie utrzymywały harmonię społeczeństw przez pokolenia, jakby jeden człowiek nie mógł się dopasować do ogółu, bo to by było… No właśnie, jakie? Kazałoby przybyszowi wyzbyć się uzewnętrzniania siebie w sposób rażący otoczenie, a to, w myśl dzisiejszych trendów, byłoby ogromnym nietaktem, za to podobna zmiana zachowania społeczeństwa by dopasować się do jednostki uważana jest niemal za obowiązek.
W dużym skrócie, działania na rzecz wymieszania kultur idą dwutorowo. Przez lata, krok po kroku, otwierano granice i modyfikowano przepisy tak, by cudzoziemcy mogli kupować ziemię i osiedlać się w innych krajach. Równolegle tworzy się wspólne waluty, by umożliwić swobodny, niekontrolowany przepływ pieniądza. W ten sposób, gdy potrzeba np. przeprowadzić regulację rynku, banki mają narzędzie o większym zasięgu.
Tak, z jednej strony różnorodność ogranicza władzę i utrudnia jednokierunkowy bieg wydarzeń. Z drugiej jednak ktoś już stwierdził, że roztropna tyrania bywa lepsza niż głupia demokracja. Agenda realizowana jest tak, by świat pokochał swoją przyszłą władzę. I ludzie już ją kochają, co jednoznacznie sugeruje, że prawdziwa władza to nie rząd czy parlament - kto przy odrobinie wiedzy próbowałby dotrzeć do ludzi tak niepopularnymi kanałami? Władza to biznes, świat jest rynkiem, "państwo" - firmą, a my jawimy się jako klienci. Państwo jest też sprzedawcą. A który sprzedawca powie klientowi prawdę o oferowanym towarze - np. ile kosztowało jego wyprodukowanie, albo ile na nim zarabia?
Jeśli więc na świecie dzieje się coś dużego, znaczącego, to zapewne dlatego, że komuś się to opłaca. Szukając uzasadnienia zjawisk najprościej pominąć kwestie społeczne, humanitarne, obyczajowe, moralne, a zastanowić się, kto na tym zarobi. I takie rozumowanie, szczególnie w odniesieniu do zjawisk pozornie zupełnie nierynkowych, przynosi zaskakująco ciekawe wnioski.

by Tokamak (guest), 10 Feb 2011 13:34

"Otóż tak się skłeda, że owa "podgrupka najbogatszych" ma się wyjątkowo stabilnie i to nie od wczoraj i nie od przedwczoraj. Od pokoleń." - zgadza się. Nie chodziło mi o to, że w agresywnym kapitalizmie grupka bogatych musi się rozpaść, tylko że społeczeństwo musi się rozwarstwić. Wręcz przeciwnie, bogaci wciąż będą wciąż się bogacić, już teraz 4% ludności świata posiada 96% pieniędzy, a w USA nawet gorzej - 1% posiada 99%.
Artykuł o grupie Bilderberg bardzo ciekawy, nigdy dotąd o owej grupie nie słyszałam, ale w sumie, jeśli prawdą jest to, co mówił Russo, takie grupy wręcz muszą istnieć, skoro elity finansowo-polityczne się porozumiewają, a nie jest to przecież sprawa na telefon. Fakt, że o grupie napisano już bestsellerową książkę, a jeszcze żadne służby się tą zbrodniczą działalnością nie zajęły, jest jednak co najmniej dziwny. Gdzie się podziała czwarta władza? Dziennikarze powinni o tym trąbić wszędzie na świecie, a jakoś nikt się nie wychyla.
Ciekawa jestem, czy liderzy Rosji czy Chin też należą do grupy, a jeśli nie - czy gdzieś po innej stronie kuli ziemskiej nie spotyka się czasem jakaś grupa antyBilderberg. Myślę, że coś, na co można liczyć w tej sytuacji, być może zresztą jedyna szansa dla przeciętnego obywatela, to różnice kulturowe i historyczne, zadry i sprzeczne interesy między regionami świata, które mogą skutkować powstaniem kilku wielkich banków zamiast jednego. Zawsze bowiem lepiej dla nas, jeśli jest kilka grup Bilderberg niż gdy jest jedna, a trudno mi uwierzyć, że Chińczycy pozwolą, by prezesem banku światowego został Amerykanin i vice versa.

Tokamak (guest) 08 Feb 2011 00:32
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

Drodzy potencjalni/zadeklarowani libertarianie,

skoro już widać, że odnajdujemy się na nieodległych biegunach zbieżnych nurtów moralnych, to dalsza dyskusja zapowiada się konstruktywnie i barwnie. Aby jednak nie pozbawiać jej kontrastów, podważę jedną z Waszych myśli. Oto i ona:

" >Podobnie jest, moim zdaniem, z porządkiem światowym dziś - też rządzi jakaś podgrupka najbogatszych, ale nie jest to wynik arcygenialności ludzi sprzed dziesięcioleci, tylko naturalna konsekwencja prostych mechanizmów społeczno-ekonomicznych.< - oczywiście, przecież globalna ekonomia jest układem niestabilnym i prowadzi nieuchronnie do powstania kasty bogatych i grubej warstwy ubogich."

"Moim zdaniem" ma charakter otwarty, ale już "oczywiście" skłania mnie do choćby krótkiego komentarza. Otóż tak się skłeda, że owa "podgrupka najbogatszych" ma się wyjątkowo stabilnie i to nie od wczoraj i nie od przedwczoraj. Od pokoleń. Poczytajcie sobie o rodzinach bankowych. Wielopokoleniowy bank nie jest układem niestabilnym. Tutaj jest kilka faktów w dużym skrócie:

http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/teraniejszo/93-gospodarka/1353-fed-niewidzialny-rzd-wadzy-monetarnej

A gdyby ktoś zapragnął czegoś więcej, co odniesie się do bardziej współczesnych postaci - choćby w sposób syntetyczny i kontrowersyjny - proszę bardzo:

http://www.psz.pl/tekst-20653/Zbigniew-Jankowski-Bilderberg-prywatna-globalizacja-klamstwa

PS. Powyższe linki nie oznaczają, że polecam całe portale, na których znajdują się docelowe artykuły.

To tak na szybko. Jeszcze tu wrócę…

by Tokamak (guest), 08 Feb 2011 00:32

Bardzo dziękuję za zabranie głosu w dyskusji!
Obywatelu G.L.,
"Wydaje mi się, że teza 'planują od dziesięcioleci' jest nieporozumieniem." - też mi się tak wydaje, weźmy pod uwagę, że życie jest długie, a przeciętny obywatel nawet nie jest w stanie przewidzieć, jaka będzie sytuacja polityczna i gospodarcza za te kilkadziesiąt lat, więc troszczy się o dobra doczesne, starając się zgromadzić jak najszybciej jak najwięcej dóbr. Naprawdę nieliczni mogą być pewni, że za 40 lat wciąż będą dobrze sytuowani, dlatego nie wydaje mi się, by tak dalekosiężne plany mogły w ogóle mieć miejsce.
"Podobnie jest, moim zdaniem, z porządkiem światowym dziś - też rządzi jakaś podgrupka najbogatszych, ale nie jest to wynik arcygenialności ludzi sprzed dziesięcioleci, tylko naturalna konsekwencja prostych mechanizmów społeczno-ekonomicznych." - oczywiście, przecież globalna ekonomia jest układem niestabilnym i prowadzi nieuchronnie do powstania kasty bogatych i grubej warstwy ubogich.
Jeśli chodzi o moją ocenę tych mechanizmów globalizacyjnych, z natury jestem raczej socjalistką i o ile na przykład nie lubię postawy, jaką przyjmują Szwedzi w relacjach społecznych (prawie żadnych pełnych rodzin, wojująca niewierność, bunt młodzieży, i idąca za tym wszystkim powszechna depresja), uważam, że ich sposób uprawiania polityki jest wart naśladowania. Inna sprawa, że taki socjalizm może się przyjąć tylko w społeczeństwach zdyscyplinowanych i pracowitych, w których uczy się młodzież rozwijać swój potencjał, tak aby dobrowolnie wybierali ciężką intelektualną pracę za to samo wynagrodzenie, za które ktoś inny sprząta ulice. Moim zdaniem w Polsce coś takiego nie ma prawa bytu, ponad 90% ludzi wybrałoby jak najbardziej niezobowiązującą i nieskomplikowaną robotę, gdyby miało świadomość, że utrzyma przy tym rodzinę na dobrym poziomie. Dlatego właśnie socjalizm tak nas uwstecznił - idea była piękna, tylko społeczeństwo leniwe.
"Sądzę, że najlepszą odpowiedzią nie jest "stawanie się na chwilę tym, kim się nie jest", tylko pełna ignorancja wobec reguł gry, które stosuje 'wróg'. Po prostu trzeba robić swoje, zupełnie olewając co na to druga strona." - a może po prostu należy wierzyć w swoją dobrą karmę? W to, że niezależnie od okoliczności nie zginie się przedwcześnie, nie skończy się w więzieniu, nie znajdzie się w jakiejś ciemiężonej grupie, nie zachoruje się i nie straci majątku, chociażby dlatego, że jest się zajebistym?:) Że dzięki swojemu instynktowi nigdy nie znajdzie się w poważnych problemach? A wszystkie te skomplikowane mechanizmy, o których tu mowa, mają tylko pomóc w realizacji tego stwierdzenia. Polecam taki życiowy optymizm.
"Choć z powyższymi tezami Tokamaka o przestawieniu społeczeństwa z nastawionego-na-psychopatów na nastawionego-na-empatię w pełni się zgadzam." - napisałam jakiś czas temu na stronie o www.heroicimagination.org, jednej z pierwszych akcji (autorstwa słynnego Philipa Zimbardo) poświęconych takim treningom na dużą skalę.

Tokamaku,
Co do psychopatii, zagadnęłam w międzyczasie na ten temat koleżankę, która właśnie robi prestiżowe studia menadżerskie i obraca się wśród samych rekinów biznesu. Słusznie zauważyła, że cechy takie jak wymienione w definicji psychopatii zawsze były pożądane i pomagały w dotarciu do szczytu, bo ułatwiają przetrwanie, i to nie jest kwestia naszych czasów. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, problem polega jednak na tym, że psychopata na czele małego 20-osobowego plemienia narobi mniej szkód niż psychopata na czele 10-milionowego koncernu bądź milionowego kraiku, ale uposażonego w bombę atomową. Podejrzewam, że są dwie drogi eliminowania potencjalnego zagrożenia, jakie psychopaci generują:
1. nauczyć się wykrywać to zjawisko i zamrażać takim ludziom kariery tak, aby nie mogli sie piąć dalej w górę. Oczywiście, to jest nie do zrobienia, bo psychopaci, jak każda grupa społeczna, będą żądali równouprawnienia.
2. nauczyć społeczeństwo, aby przedkładało emocje i zdolność do empatii nad pieniądze i wyeliminowało w ten sposób psychopatów z rynku matrymonialnego, a więc w perspektywie ze społeczeństwa. Niestety, to jest też bardzo trudne, przez lenistwo ludzkie właśnie - jest mnóstwo takich, którzy wolą pozostawać na utrzymaniu kogoś pozbawionego serca niż pracować ramię w ramię z kimś dobrym z natury.
"Powszechnym przykładem tego rodzaju rywalizacji, uznawanej za absolutnie naturalną, jest sport." - to prawda. Nic już nie zostało z szacunku, jaki okazywali sobie mistrzowie wschodnich sztuk walki w odległych czasach, ani z powszechnego uznania, jakim cieszyli się wszyscy uczestnicy starożytnych Igrzysk Olimpijskich. Dzis jest wóz albo przewóz, wygrana albo hańba. Zreszta, młodzi sportowcy to jedno ze środowisk najbardziej na świecie dotkniętych samobójstwami. Znamienne.

by natalia_bielczyknatalia_bielczyk, 07 Feb 2011 22:06
G.L. (guest) 06 Feb 2011 20:30
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

Witajcie! Przeczytałem właśnie Waszą dyskusję i pozwolę sobie coś wtrącić.

Otóż na początku zaznaczę, że sam jestem libertarianinem i utożsamiam się z większością tez przedstawionych przez Tokamaka. Z drugiej strony, podobnie jak Natalia - niebardzo jestem skłonny ulegać teoriom spiskowym (mniejszym lub większym), i mam umiarkowanie-pozytywny stosunek do obserwowanej współcześnie kultury masowej.

Wydaje mi się, że teza 'planują od dziesięcioleci' jest nieporozumieniem. Makroskopowe zjawiska, które opisujesz, Tokamak, i które wspomina Russo, istnieją niewątpliwie. Jednak moim zdaniem toczą się one własnym życiem, niejako 'z rozpędu', efektem bezwładności. To nie żaden konspiracyjnie przygotowany przez grupę szarych eminencji plan, to naturalne zjawiska, które słusznie Natalia opisała:

"W końcu ludzie skupieni w tymże tandemie w znakomitej większości zachowują się jak każde zwierzę w środowisku naturalnym - dbają o siebie i swoją rodzinę, i nie należy się po nich spodziewać, żeby oddali tak po prostu posiadaną przez siebie władzę i pieniądze (ja sama bym chyba na ich miejscu nie oddała…)"

w pełni też zgadzam się ze zdaniem: "Ale czy oni wszyscy czasem po wyborach nie zmienią zdania i nie przejdą na ciemną stronę mocy? Moim zdaniem przejdą, bo tak to działa - każdy martwi się głównie o bliskich."

Z tym, że to wszystko nie jest żadna nowość, ani żaden misternie przygotowany plan. To nie nowość naszych czasów; to naturalna kolej rzeczy - kiedyś tak to działało we władzach plemiennych, potem w monarchiach, tak samo działało to (póki jako-tako istniały) w totalitaryzmach (faszyzm, komunizm), a teraz tak to działa w demokracjach. I w kapitaliźmie, takim czy innym.

Rzecz w tym, że dla osoby, która to zauważy, wydaje się to tak genialne i precyzyjne, że sugeruje odgórny plan - dokładnie tak samo było z rozwojem fizyki; im precyzyjniej ludzie poznawali mechanikę klasyczną (ruch przedmiotów, ruch planet, światło), tym bardziej przekonywało ich to do istnienia 'Stwórcy' (vide Newton, Leibniz etc. - byli to gorliwi chrześcijanie).

Tymczasem moim zdaniem to tylko złudzenie - to po prostu bardzo, bardzo złożony mechanizm, który powstaje z tych bardzo, bardzo prostych praw, które wspomniała Natalia. Spójrzmy np. na sposób ewolucji rodzin królewskich w monarchiach europejskich na przestrzeni dziejów - dochodziło do tak licznych mariaży, tak wielu strategicznych 'fuzji' między nimi i miało tak ogromny wpływ na politykę europejską, że wygląda to, jakby ktoś zaplanował to wszystko na setki lat wprzód. Tymczasem tak nie było - każdy troszczył się tylko o los swoich najbliższych, swoich dzieci i wnuków, i tak to spokojnie ewoluowało.

Podobnie jest, moim zdaniem, z porządkiem światowym dziś - też rządzi jakaś podgrupka najbogatszych, ale nie jest to wynik arcygenialności ludzi sprzed dziesięcioleci, tylko naturalna konsekwencja prostych mechanizmów społeczno-ekonomicznych.

Teraz: ocena etyczna tego, to odrębna sprawa. Ja osobiście uważam, że należy z tym walczyć, ale nie jakoś fanatycznie; trzeba zdać sobie z tego sprawę i działać tak, by minimalizować ten efekt. Żadne tam krwawe rewolucje (bo po nich byłoby to samo) tylko edukacja i ewolucja. Nie uważam, by ten stan świata, który mamy, był zły, po prostu niewygodny.

Ale właśnie - dla kogo niewygodny? Dla mnie, bo ja do tej podrgupki nie należę (podobnie jak miliardy innych), ale dla tej grupki jest on całkiem spoko. To kto ma decydować o 'sprawiedliwym' porządku świata? Może sprawiedliwy to taki, który maksymalizuje szczęście wszystkich? A może maksymalizuje szczęście nielicznych bardziej, kosztem innych, tak, że suma szczęśćia jest większa, niż w pierwszym przypadku?

Jak widać, to wszystko kwestia ideologii i dlatego właśnie moim zdaniem nie powinno się tego kontrolować odgórnie, tylko pozwolić temu ewoluować, jednocześnie szerząc wiedzę o tym wszelkimi niezależnymi sposobami i przeciwdziałać temu (jeśli w ogóle widzi się taką potrzebę) na swoim, lokalnym, poziomie. To jest właśnie istota libertarianizmu - wolność, brak zcentralizowanej i zaplanowanej kontroli.

Podsumowując ten fragment: mym zdaniem to nie centralnie zaplanowane spiski unijno-bogaczo-jakiekolwiek, tylko naturalne procesy, oparte o proste zasady, ale niezwykle złożone, przez co wydają się zorganizowane i zcentralizowane. Dokładnie tak jak to jest z prawami Natury.

W ogóle nie podoba mi się u Was traktowanie jako naturalne, że "ktoś" wszystkim tym (gospodarką) rządzi :) Nikt nie rządzi, panta rhei!

W ramach odpowiedzi na zdanie Tokamaka: "Można działanie z premedytacją zwać błądzeniem, a afekt - błędem. Ale pozbawiając się w ten sposób mechanizmów obronnych wystawia się swoją jaźń i byt, zapewniające manifestowanie obranego kierunku wartościowania, na ryzyko. Takie ryzyko to przecież brak szacunku dla siebie i swojego mikroświata - czy jeśli wierzymy, że to, co robimy i myślimy, jest sluszne, to nie powinniśmy tego bronić? Ale to wymaga zmiany postawy i użycia środków właściwych wrogom, z którymi się przecież nie utożsamiamy. Ktos powiedział, że w takim momencie trzeba stać się na chwilę tym, kim się nie jest, by móc pozostać tym, kim się jest." powiedziałbym:

Z chwilą, gdy zaczynamy walczyć tymi samymi metodami, przyjmujemy rzeczywistość stworzoną przez wroga. Innymi słowy: zaczynamy grać na jego boisku. Sądzę, że najlepszą odpowiedzią nie jest "stawanie się na chwilę tym, kim się nie jest", tylko pełna ignorancja wobec reguł gry, które stosuje 'wróg'. Po prostu trzeba robić swoje, zupełnie olewając co na to druga strona. W ten sposób kreuje się 'trzecią drogę'; i pewnie - trzeba znać mechanizmy postępowania wroga, by nie dać się zaskoczyć czymś 'w jego świecie', ale przede wszystkim trzeba naciskać ze swoimi regułami gry, by gra toczyła się na własnym boisku.

Co ten powyższy bełkot oznacza w praktyce? Np. w przypadku sztuki i Lady Gagi wpychanej nam siłą przez bogatych właścicieli wytwórni - ani jej nie piętnować, ani jej nie ulegać (jeśli się jej nie aprobuje), tylko promować swoją sztukę, tę, którą się aprobuje i czuje samemu. W przypadku gospodarki - nie przesadzać z kredytami ani z konsumpcjonizmem, ale generować zysk w swoim lokalnym środowisku i zamieniać go na wartościowe dla siebie własności materialne. Po prostu myśleć i być świadomym 'konsumentem', ale przede wszystkim - być też producentem czegoś (wartości intelektualnej na przykład).

Podsumowując: walczyć z 'nowym porządkiem świata' najlepiej nie poprzez burzenie tego porządku, tylko przez budowanie własnego. Konkurencyjnego. A gdy dojdzie do konfrontacji (bo kiedyś musi) - znać dokładnie ich metody i być na nie przygotowanym, ale gdy tylko jest to możliwe (a jest znacznie częściej, niż się wydaje), stosować swoje.

Najlepiej ujęłąś to Natalia w zdaniu: "jedyne, co człowieka może uratować, to dystans i zdrowe myślenie. I domowe eksperymenty. I oczywiście - otaczanie się podobnie niestandardowo myślącymi ludźmi".

I na koniec: tak, chyba jestem psychopatą w myśl przytoczonej w powyższym poście definicji. Choć z powyższymi tezami Tokamaka o przestawieniu społeczeństwa z nastawionego-na-psychopatów na nastawionego-na-empatię w pełni się zgadzam. Co do 'bycia lepszym od innych', to o ile mi wiadomo, a trochę się tym interesuje - prawie każdy, kto osiągnął wielki sukces życiowy (w nauce czy w biznesie), motywował się myślą "być lepszym od siebie", a nie "być lepszym od innych"… więc nie jest jeszcze tak apokaliptycznie w tej kwestii ;)

Pozdrawiam!

by G.L. (guest), 06 Feb 2011 20:30
Tokamak (guest) 06 Feb 2011 13:23
in discussion Forum discussion / General discussion » Lady Gaga vs Marilyn Manson

"Moim zdaniem, można też pomóc sobie i światu, przyglądając się lepiej zjawisku psychopatii. Ok. 2% populacji światowej jest dotknięte psychopatią, a zarazem jest to już 60% szefów dużych firm. Tacy ludzie w największym stopniu przedkładają interes własny i firmy nad ogólny, i takich ludzi powinno się nie dopuszczać do władzy."

To rzeczywiście rozległy temat. Ale na początek - idąc tropem dość irracjonalnej nadziei, że ktoś tu przypadkowo zajrzy i odda się lekturze - skondensowana definicja psychopatii dla niewtajemniczonych. Szczególnie polecam zestaw objawów wśród ktorych - i to wcale nie jest żart - każdy znajdzie coś dla siebie :-)

http://online.synapsis.pl/Slowniczek/Psychopatia.html

Na stronie z linku można m.in. przeczytać, że:

"Dość znamiennym rysem tego typu osobowości jest (…) niewrażliwość na normy (…) społeczne, brak poczucia winy i umiejętność zachowywania się w sposób pozornie życzliwy dla innych osób przy jednoczesnym wyrachowanym kierowaniu się wyłącznie własną korzyścią".

O ile kilkanaście lat temu powyższy cytat rzeczywiście mógł być kojarzony z patologią, o tyle dziś jest to wprost zestaw cech idealnego menedżera. No, może z małym wyjątkiem - trzeba by zastąpić "własną korzyść" korzyścią dla firmy, ale to wcale nie jest konieczne. Nowoczesne zarządzanie zasobami ludzkimi w korporacjach uwzględnia podsycanie egocentrycznej dumy pracowników wyższego szczebla, bo wtedy dążą oni do maksymalizacji własnego zysku, a ten jest procentem zysku firmy.

Z kolei w ujęciu codziennych zachowań na prywatnym/towarzyskim gruncie, cechy potencjalnie psychopatyczne zostały przelożone na modne atrybuty nowoczesności. Tak, by unormować pewne zachowania, aby ludzie przestali postrzegać je jako symptomy. "Wiem, czego chcę", "Znam swoją wartość", "Nie obchodzi mnie, co inni myślą na mój temat", "Zawsze mam własne zdanie", "Robię zawsze to, na co mam ochotę", "Jestem niezależna/y" etc. Ludzie pragnący podążać z duchem tak pojmowanej nowoczesności, miewają nieustającą potrzebę potwierdzania i manifestowania poczucia własnej wartości poprzez rzucanie tego rodzaju tekstami przy każdej próbie oceny, a nawet nazwania ich zachowań. Z czasem nabierają już odruchu i wypowiadają manifest niezależności, pewności siebie, indywidualności etc. jeszcze zanim okoliczność potencjalnego odniesienia się do ich osoby wystąpi. Tak, przytoczone sformułowania wyglądają dość niewinnie, ale jeżeli okrasić je szczyptą hipokryzji i potraktować jako afirmacje, czyli postulaty wypowiadającego, puzzle zaczynają do siebie pasować.
Świadomość tego, czego się chce, okazuje się chęcią posiadania tego, co zaspokaja ego. Znajomość swojej wartości buduje fasadę wyższości i zamyka na relacje akceptujące. Nieliczenie się ze zdaniem innych jest wprost zaczerpnięte z listy Cleckleya. Własne zdanie jest cenne, ale wyklucza dyskusję, jeśli zakłada trwanie przy nim za wszelką cenę, co w konsekwencji prowadzi do postawy apodyktycznej. Deklaracja działania zawsze uniezależnionego od kontekstu otoczenia wymaga wyłączenia empatii.

I co z tego, że procent psychopatów w społeczeństwie jest jednocyfrowy, skoro to samo społeczeństwo zorganizowało świat tak nieroztropnie, że niemal w każdej dziedzinie ich promuje? Rynek, firmy, status społeczny, poważanie, władza - wszędzie psychopata ma potencjał do kariery. Biorąc pod uwagę, że status społeczny utożsamiany jest dziś z zasobnością finansową, mechanizm promowania psychopatów - egocentrycznych i bezwzględnych - jest niezawodny. Co więcej, dba się o to, by niezawodnym pozostał, inwestując w umysły kolejnych pokoleń i pokazując ludziom z witryn i szklanych ekranów, co jest "ważne".

Ktoś może powiedzieć: "OK, wystarczy kilka pokoleń, a świat się zmieni". To, że się zmieni, pozostaje poza wątpliwością. Ale czy rzeczywiście kolejne pokolenia mogą być traktowane jako potencjał do naprawy świata? Przecież w szkołach nie uczy się ludzi, jak żyć. Jak cieszyć się relacjami, rozumieć innych. W zamian pakuje im się do głów tysiące gotowych odpowiedzi na różorodne tematy i wmawia się, że to właśnie one zadecydują o szczęściu. Skoro więc możemy powiedzieć, że każde nowe pokolenie jest już zindoktrynowane, to potrzeba zmiany systemu na taki, który promowałby zachowania empatyczne. A obecny promuje psychopatyczne.

Jeśli miałbym wskazać kliczową cechę obecnej cywilizacji, która najmocniej warunkuje o promowaniu psychopatów, to byłoby to dobro rozumiane jako bycie lepszym od innych. To pozornie niewinne i naturalne sformułowanie powoduje, że dostrzegamy własne osiągnięcie, a już nie przegraną drugiej strony, bo wmówiono nam, że jest ona naturalnie uzasadniona. Powszechnym przykładem tego rodzaju rywalizacji, uznawanej za absolutnie naturalną, jest sport. Gdyby ludzie potrafili oglądać mecz i cieszyć się z gry piłkarzy, ich techniki i umiejętności, bez wartościowania my-oni, byliby wolnymi osobowościami. Ale oglądają dlatego, że mają nadzieję, że jedni wygrają. Oni wygrają. Ale aby tak się stało, drudzy muszą przegrać. Środki nie są istotne - powiedzenie "liczy się wynik" jest wizytówką sportu. Wiadomość, jaka z tego płynie na masową skalę, to: godny jest ten, kto wygrywa. A wygrywa ten, kto nie ma zahamowań. Wygrywa, bo współczesny świat podsuwa mu coraz to doskonalsze instrumenty, promujące i gratyfikujące konkretny typ zachowań.

W takiej sytuacji nadzieja na to, że ludzie będą się rozwijać wbrew stwarzanym im warunkom, pozostaje czczym postulatem. Oczywiście, wolał bym się mylić.

by Tokamak (guest), 06 Feb 2011 13:23

natalia_bielczyknatalia_bielczyk 5 Feb 2011, 19:41 GMT+01

"czytałem o dyrektywie unijnej, o której mało się mówi, która obliguje hodowców warzyw i owoców do stosowania określonej ilości pestycydów" - to akurat jest ciekawe. Powoli się zastanawiam, czy nie zrobić choćby i na swojej stronie osobnego działu, w którym można wpisywać absurdalne prawa i zasady, którym podporządkowany jest ten świat, a o których mało kto wie.
Wiesz, ceny żywności trzeba kontrolować tak, żeby większość społeczeństwa była w stanie się wyżywić, to jest całkowicie naturalne. Rynek całkowicie kapitalistyczny jest niestabilny, dlatego takowy byłby doprowadził do głodu i rewolucji w parę lat. Pytanie tylko, czy przy okazji trzeba wmuszać w nas pestycydy. Ja osobiście wierzę że nie, i dla protestu prowadzę własną hodowlę szczypiorku w wielkiej doniczce pod oknem:) Polecam. Poza tym słyszałam, że w kręgach nowobogackich popularne jest teraz, że organizuje się dżem party, na których to goście razem robią dżemy i konfitury. Świadomość istotnie się zmienia, a bunt wobec konserwantów zaczyna się nawet robić modny.
Ogólnie, trzeba wierzyć w powszechny, większy bądź mniejszy, rozsądek i w to, że ludzkość nie ubezwłasnowolni sama siebie.
Moim zdaniem, można też pomóc sobie i światu, przyglądając się lepiej zjawisku psychopatii. Ok. 2% populacji światowej jest dotknięte psychopatią, a zarazem jest to już 60% szefów dużych firm. Tacy ludzie w największym stopniu przedkładają interes własny i firmy nad ogólny, i takich ludzi powinno się nie dopuszczać do władzy. Myślę, że gdyby opracować skuteczną metodę szacowania poziomu tego zaburzenia, świat zrobiłby się o wiele bardziej przyjazny. Zresztą, przysiądę nad tym w swoim czasie, bo to dobry i trochę zaniedbywany temat.

page 1123...next »
Unless otherwise stated, the content of this page is licensed under Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License